I follow your dreams...

piątek, 31 maja 2013

2.

   Szybkie kroki Lany odbijały się echem po opustoszałym korytarzu. Wybiegła na podwórko i puściła się biegiem do swojej kryjówki, którą były ruiny starej fabryki luster. O tej kryjówce nie wiedziała nawet Destiny. Lana przychodziła tam zawsze kiedy musiała coś przemyśleń, kiedy chciała być sama. Przedzierała się przez gęsty gąszcz zarośli zasłaniających drogę do ruiny. Po pięciu minutach omijania pokrzyw stanęła na pustym placu ze skruszonego betonu, a przed nią wznosiła się ogromna budowla z trzema piętrami. W żadnym oknie nie było szyb, tylko z niektórych smętnie zwisały zawiasy. Lana wbiegła po kamiennych schodach na samą górę gdzie niegdyś znajdował się strych. Były tam porozrzucane materace puste butelki po wódce i mnóstwo szkła. Dziewczyna usiadła na jednym z nich przy ścianie, wyjęła z torby paczkę Viceroy'ów czerwonych i odpaliła sobie jednego. Wciągnęła dym głęboko w płuca co dało jej długo oczekiwaną ulgę. Zastanawiała się gdzie jest teraz Des...Czy wróciła do domu. Spaliła dwa fajki kiedy nagle zadzwonił do niej telefon. Wyjęła go z torby i spojrzała na wyświetlacz...to był tata. Lana głośno przełknęła ślinę i nacisnęła zieloną słuchawkę.
- Halo ? - zapytała drżącym głosem.
- Lana ? Dziecko gdzie ty się podziewasz, cała szkoła cię szuka. - krzyknął przerażony ojciec. Jak to cała szkoła ? Przeraziła się blondyna.
- Nic mi nie jest tato. To tylko jedne wagary nic się nie stanie spokojnie. - powiedziała uspokajającym głosem.
- No, no dobrze ale Lanuś uważaj na siebie ja czekam w domu. Pa. - odparł ojciec się rozłączył. Za to właśnie najbardziej kochała swojego przybranego tatę, za dawanie jej własnej przestrzeni. Chciała już odpalać trzeciego papierosa kiedy usłyszała męski głos dochodzący od strony schodów. Spojrzała tam i rzeczywiście stał tam dość wysoki mężczyzna z kapturem na głowie.
- Masz jeszcze fajki ? - zapytał.  Lana podniosła się z materacu i otworzyła ku niemu paczkę. Wziął jednego, a dziewczyna podała mu zapalniczkę.
- Nie jest ci zimno ? - zapytał.
- Nie, czemu ? - zdziwiła się Lana. Chłopak nie odpowiedział. Ciągle miał kaptur na głowie.
- Co tu robisz ? - spytał zaciągając się.
- Uspokajam się, a ty ? - odpowiedziała blondyna.
- Odwiedzam stare kąty. - odparł zakapturzony i oparł się o ścianę.
- Mieszkałeś tu kiedyś ? - zainteresowała się Lana.
- Tak. Dalej mieszkają tu moi rodzice, a ja przeprowadziłem się do Londynu. - powiedział chłopak.
- Przepraszam, ale nie znam twojego imienia. - odparła Lana wyciągając rękę. - Jestem Lana.
- Zayn. - odparł chłopak zgniatając niedopałek.
- Zdejmiesz kaptur ? -zapytała kręcono włosa.
- Nie. - odpowiedział chłodno. - Nie chce żebyś zemdlała. - Lana parsknęła śmiechem ale chwilę później zauważyła, że to jednak było trochę nie na miejscu. Spuściła głowę i sięgnęła po torbę.
- To ja już będę lecieć. - powiedziała Lana - Do zobaczenia.
- Poczekaj odprowadzę cię. - zaproponował Zayn. Blondyna uśmiechnęła się szeroko i razem zbiegli po schodach.
      Chłopak zachowywał się jak prawdziwy dżentelmen, odgarniał zarośla tak aby Lana mogła normalnie przejść bez zadrapania. Szli rozmawiając o sobie. Zayn opowiadał jak wygląda jego zwykły dzień, a Lana zainteresowana słuchała. Podeszli pod sam dom dziewczyny po czym chłopak przytulił ją na pożegnanie. Lana już otwierała bramę kiedy usłyszałam Zayna:
- Poczekaj ! - krzyknął i podbiegł do mnie. Jego zakapturzona twarz sapała z wysiłku.- Możemy jutro o tej samej porze spotkać się na fabryce ?
- No...Okej. - zgodziłam się. On westchnął z ulgą i poszedł. Weszłam po cichu do domu i wtedy usłyszałam czyjeś zbieganie po schodach.

-------------------------------------------------------
Ufff. :D wreszcie napisałam. Mam nadzieję, ze domyślacie się kim jest ten zakapturzony osobnik.
Bradford + Zayn = Malik XD
KOMENTUJCIE <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz